wtorek, 15 lipca 2014

Halo, policja? Jest lipiec!

OSTATNI POST W KWIETNIU. STOP
KONIEC ŚWIATA. STOP
POWRACAM. STOP


Witam, witam po tak długim czasie nieobecności nie mnie, ale mojej weny pisania. Nie jestem humanistą ani pisarzem, żeby od tak wymyślać nowe posty. By cokolwiek pozbierać w całość u mnie trwa to... można powiedzieć długo. Zresztą, nie potrzebowałam pisać, więc nie pisałam.
W takim razie co u mnie po tym około trzymiesięcznym rozstaniu? Odpowiedź to: bez zmian. Serio? Bez zmian? Po trzech miesiącach nic się nie stało? Nie no, przycięłam sama włosy, prawie bez rezultatu (jednak tak jak chcę, więc chyba całkowicie zrezygnuję z fryzjera. Tylko odstrasza mnie potem sprzątanie całej łazienki...), coś jeszcze? Znowu uzależniłam się od gry, w którą gram już online od czterech lat, z przerwami. Przeczytałam kilka książek, między innymi "Niezgodną" razy dwa, kolejne dwie części "Kronik Wardstone", jakąś naukową książkę o ciekawym tytule, ale połowę z tych rzeczy wiedziałam, a druga połowa w sumie nie była wytłumaczona. Mam zamiar przeczytać "Lalkę", ale od kiedy uświadomiłam sobie, że są to aż trzy części, jak najbardziej z tym zwlekam. Najwięcej czasu spędzam więc przed komputerem grając w grę sprzed czterech lat coraz bardziej w nią popadając. Muszę z nią jak najszybciej skończyć, już po wakacjach, bo potem nie ma zmiłuj. A im bardziej sobie to mówię, tym częściej teraz w nią gram, bo mam wymówkę: "teraz mogę nadrobić, po wakacjach koniec". Jasne... Unikam słońca, chociaż chcę mieć piegi i jaśniejsze włosy. Nie wierzcie w naturalne rozjaśnianie, to absurd! Nadal próbuję, ale z coraz mniejszym przekonaniem. Taka rada - nigdy nie rób maseczki z cynamonu do włosów, nigdy... I jak to możliwe, że siedząc trochę na słońcu nie mam prawie wcale piegów, a włosy, mimo użycia powszechnej wiedzy, że cytryna + słońce = efekt, nadal są czarne jak smoła? Zamiast tego się trochę przypiekłam, czego bardzo bardzo chciałam uniknąć. Jak na razie nie jest za dobrze. Ale cieszę się, że nigdzie nie wyjeżdżam. Przynajmniej w wakacje robię to co lubię, a to już moja sprawa czy siedzę przed komputerem czy książką, czy na dworze robiąc coś pożytecznego (Pierwszą opcję proszę!). Dlaczego wszyscy się mnie czepiają, że nic nie robię... Hmm, no może rzeczywiście nic nie robię, ale mam wakacje...! To już inna rzecz, że w roku szkolnym też nic nie robię... Przynajmniej wtedy zganiam na naukę. Ale! gdybym miała wybór robić housework-i czy homework-i, oczywiście wybrałabym to drugie. Babcia, mama i te starsze pokolenia kobiet robiły wszystko w domu, a ja? Ja po prostu nienawidzę czegoś takiego. Mogłabym siedzieć cały dzień przed lekcjami, niż miałabym sprzątać, gotować. Tylko, że ja nie mam tyle pracy domowej (ze szkoły), jedyne co to nauka, do której nieważne jak bardzo chciałabym się zabrać, nie wychodzi mi to. Jestem zdolna, ale leniwa. Dużo pamiętam z lekcji i wszystko biorą "rozumowo", a nie kuję, więc jest mi łatwiej niż tym, którzy kompletnie nic nie pojmują. Mogłabym umieć jeszcze więcej, ale tu odzywa się moje czteroletnie uzależnienie od gry online oraz wielu innych rzeczy, jednak ta pierwsza zaczęła się w marcu i teraz najbardziej mi doskwiera. Oczywiście tutaj pojawia się moje powiedzenie: "mogłabym z tym skończyć, teraz, od razu, ale po prostu nie chcę". Jestem uzależniona. Może nie aż tak bardzo bardzo, no ale w pewnym stopniu jestem. Zależy mi na tym. I mimo moich potwierdzeń, że nad wszystkim panuję, to też odzywa się siła wyższa. Zresztą, powinnam w większym stopniu zrezygnować nie tylko z tej stronki, ale i z komputera. Niedawno wyczytałam w "Życiu na Gorąco" w dziale o chorobach (zawsze kradnę mamie gazetę, żeby poprzeglądać dział o kosmetykach, chorobach i problemach), że jest coś takiego jak nadwyrężenie stawu nadgarstka (?). Głównie przez myszkę komputerową. Od tego czasu to czuję... Czy to efekt placebo, bo wiem, że coś takiego jest, czy po prostu teraz zwróciłam na to uwagę? Ale śmiejcie się czy nie, mnie boli nie tylko nadgarstek, ale i ścięgna w przedramieniu. Jestem doktorem, trochę się znam (biol-chem bitch!). Zimny okład, ciepły okład lub amputacja. Zobaczymy jak się sprawa potoczy...
Wracając - coś jeszcze w moim świecie (tym realnym)? Nie wiem czy coś naprawdę ciekawego, może tylko to, że po próbach stwierdziłam, że nie, nie nadaję się na sukienek i będę nadal prowadzić życie chłopczycy, a co tam! Tak, wszyscy mi zazdroszczą, że jestem chuda, ale co z tego? Ja nie lubię się w żaden sposób wyróżniać i w sumie mi to odpowiada, nie chcę tego zmieniać. Moją kolejną inspiracją jest Cara Delavinage, która jest typową tomboy. Z tym wyjątkiem, że ja nawet nie pokazuję się w krótkich spodenkach - ciężki żywot skromnej osoby. Ale wczoraj kupiłam sobie najlepszą bluzę na świecie, już mi smutno, kiedy pomyślę, że mogłaby mi się zniszczyć, podrzeć lub skurczyć. Szara, luźna, ciepła - no po prostu idealna. Już wiem, że mogłabym w niej chodzić codziennie. Na razie jednak musi leżeć na półce, bo to co się dzieje na dworze przyprawia mnie o letnią depresję. Wierzyć czy nie, jestem osobą, która nie lubi lata! No naprawdę. Jedyne co dobre to wakacje. Jednak same wakacje i lato nie mają ze sobą nic wspólnego, bo przecież wolne dwa miesiące mogliby ogłosić kiedy chcą. Chociaż może lepiej, że są teraz, bo chyba nie przeżyłabym w szkole w taką pogodę, jaka jest za oknem. Więc jaką porę roku lubię? Najczęściej jest tak, że kiedy jest zima, ja chcę lato, a kiedy lato, chcę zimę. Jednak zostaje zawsze jesień, moja kochana jesień, która kojarzy mi się ze wszystkim co dobre. Co w niej takiego wspaniałego? Numer jeden to moje urodziny (chociaż nie jest to główny powód, urodziny urodzinami), numer dwa to cały ten jesienny nastrój - wiatr, deszcz, opadłe liście, ciemno już po południu... Trudno uwierzyć, ale ja to lubię. A najlepsze jest to, że nie ma już owadów (dzięki Panie!). Wiosna owszem, jest piękna na swój sposób, wszystko wraca do życia, nie jest tak gorąco, można chodzić w bluzie... Ale powraca robactwo, którego bardzo nie lubię. Hmm... Ja jestem dziwną osobą. Tak, bardzo nie lubię i boję się niektórych małych kolegów (czyt. owadów), ale je szanuję. Nauczyłam się szacunku do każdej żywej istoty i jestem dumna z tego mojego przekonania. Kiedy potrafię uratować jakiegoś kolegę, który zawieruszył się w moim domu (tylko po co tam wchodził, idiota?), to to robię. Ewentualnie wołam mamę, mojego stróża. Ją też nauczyłam nie zabijać, tylko jak się da, uratować to małe żyjątko. I apeluję o nie zabijanie pszczółek. Wystarczy poczytać trochę o nich na stronach internetowych i od razu powinniście zmienić o nich zdanie.
To chyba wszystko, co chciałam napisać. Wiele z tych tematów powraca do mojej głowy i czekało na ten moment, żeby je trochę niezgrabnie połączyć i wreszcie opublikować. Nie spodziewałam się, że zajmie to aż tyle. O, no tak, zapomniałabym o jednej również nowej dla mnie sprawie. Wreszcie obejrzałam "Rodzinę Addamsów" i tak jak myślałam, Wednesdey jest idealnym parodiowym uosobieniem mnie. Dlatego też zmieniam avatar. A co do zmian, również chciałabym trochę pokombinować na blogu. Szablon zostanie, ale może dodam jakieś linki, na przykład do mojego tumblra. W sumie ten blog jest bardzo osobisty, bo naprawdę nikt tu nie wchodzi... Ale lubię mieć wszystko uporządkowane, a małe nowości bardzo mnie cieszą.
W takim razie pozdrawiam tych, którzy wytrwali do końca tego posta i coś tam zrozumieli. Również pozdrawiam tych, którzy może wyciągnęli z niego jakieś wnioski. I ukłony dla tych, którzy odnaleźli ten blog. Bywajcie!


5 komentarzy:

  1. Ja tu weszłam ;) właściwie to znalazłam link na blogu hermione granger style, też odkrytego 'przypadkiem' :) hahah ja również tak mam, że nie zabijam owadów xD Strasznie mi ich szkoda ;_; nawet komara, latającego nad moją głową, kiedy próbuję zasnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, nowy przypadkowy czytelnik! :) Ojj, na Hermione już bardzo bardzo dawno nie pisałam. Może kiedyś uda mi się wrócić, bo dalej czuję więź z tym blogiem. Chciałabym, ale wielkimi krokami zbliża się szkoła i szlag trafi wszelkie plany.
      Dziękuję za komentarz. ;)

      Usuń
    2. Głowa do góry ;) minęła dopiero połowa wakacji.

      Usuń
    3. fajnie by było gdybyś na Hermionie coś napisała :)

      Usuń
  2. Mogłabym dowiedzieć się, jaka jest ta gra online?
    Jako że i tak nołlajfuję, chciałabym spróbować w nią zagrać :D

    Ja niestety, zabijam :") Jestem mordercą, wiem. Ale cóż.. kiedy byłam mniejsza, uwielbiałam chodzić do babci, brać jej łapkę i zabijać wszystkie muchy. To było coś w rodzaju.. hobby XD

    Haha, jakoś Cię znalazłam B) i w sumie się z tego cieszę.

    OdpowiedzUsuń