sobota, 12 kwietnia 2014

Siła oczekiwania

Aż nie chcę patrzeć na datę ostatniego postu, bo mogłoby mnie to z grubsza przerazić... Jedyne co pamiętam, to pisanie postu w ferie, a potem... pustka. Wiem i przepraszam z tego powodu, ale mówiąc, a raczej pisząc jak prawdziwy artysta, czekałam na natchnienie, które często naprawdę trudno przychodzi. Po wszelkich zmianach i przemyśleniach tylko w mojej głowie, chyba najwyższy czas je uwolnić, by znaleźć miejsce na kolejne. Nie chcę pisać o moich nowych głupich fascynacjach i urojeniach, bo chyba tak naprawdę nie potrafiłabym wyrazić na to słów. Raczej popiszę trochę bez sensu, postaram się uzbierać zdania w całość, zgrabnie omijając wszelkie szczegóły, aby pozostawić Wam większe pole do popisu - może pomiędzy tymi słowami znajdziecie drugi sens? (Coś w stylu "co autor miał na myśli".)
Ale... od czego zacząć? Może walnę po prostu, że nadal jestem poszukiwaczem siebie. Jeszcze nie odnalazłam swojego "ja" i chyba nie będzie to takie proste (tak jak przypuszczałam). Szukam i nie znajduję! To strasznie irytujące, a prawdopodobnie rozwiązanie jest oczywiste. Tylko ja, zamiast całkowicie się wyłączyć i odpuścić, jeszcze bardziej zagłębiam się w tym celu. Kontroluję każdy swój krok, słowo, myśl. Nie powinnam tak robić, raczej działać instynktem. Ale cóż mi z tego, jak jestem przyzwyczajona do takiego obiegu? Zresztą lubię tę kontrolę. Mam wtedy świadomość, że panuję nad wszystkim, nad sobą. I że jednocześnie przybliżam się do swoich ideałów, gdyż każde moje działanie pokrywam z nimi. Mam swoje autorytety i to powoduje, że jestem sztuczna... No tak to można nazwać, bo wszystko jest zaplanowane. Ale czy to, w jaki sposób myślę, nie mówi o mojej prawdziwości? Wiem, że brzmi to zawile.
...bo jestem prawdziwa na swój sposób uzależniania się od ideałów.
...bo nie ma takiej drugiej osoby jak ja, która z taką zaciętością wzoruje się na kimś i jednocześnie to powoduje, że jest inna.
Poszukując siebie w innych, jestem sobą. Tak naprawdę to ja, tylko staram się tę osobę dalej udoskonalać i przybliżać do autorytetów. To jest moja kwintesencja. Poszukuję dalej, ale może już znalazłam?
Nie wiem jacy są inni i czy borykają się z podobnymi myślami, czy nie. Chyba to możliwe, że każdy ma swój ideał i do niego dąży...? Chciałabym to wiedzieć. Zresztą, chciałabym wiedzieć wszystko. Bardzo ciekawi mnie ta tajemnica, co myśli każda osoba, czy też ma taki pogmatwany umysł jak ja. Chciałabym mieć tę umiejętność, bo takie coś istnieje, trzeba tylko dobrze obserwować ludzi, nie dosłownie zaglądać do ich myśli. Ups, za dużo wygaduję, zaraz wyjdzie na punkcie czego mam obsesję. (I tak już pewnie większość wie, co ostatnio oglądam co niedzielę - Tak, to była wielka podpowiedź, pomyśl.)
Pstryk! - oderwanie od filozoficznie napisanych zdań, wymieszanych z wyrafinowanym naukowym słownictwem (nie gwarantuję, że dobrze ich użyłam!).
Ja się nudzę. Nawet nie teraz, nie w szkole, ale ogólnie, na dłuższą metę. Nudzi mnie na monotonia, ciągły postój w jednym miejscu... To mnie przytłacza! W podążaniu za moimi ideałami i również samą sobą, swoimi pragnieniami, chcę coś zmienić. Chcę wyjechać, błagam...! Czasem mam momenty, kiedy czuję, że nie wytrzymam ani sekundy w tym miejscu, z tymi zajęciami, ze wszystkim co mi znane, co mnie otacza. Chcę gdzieś jechać (moja chęć), w konkretne miejsce (oparte na ideałach). Jak wynika z powyższych, całe może życie i cała ja to współpraca mnie, tej prawdziwej, i moich autorytetów, które nie można uznać za coś złego, co zabrania mi własnych wyborów, ale jak coś, co jest dobre, od czego z jednej strony jestem zależna, ale jednocześnie podsuwa mi pomysły na zmiany w życiu, urozmaica je. Nie jestem od nich zależna, no, może tylko trochę osaczają moją wyobraźnię... Ale dzięki nim mam szansę działać i nie przegrać życia, tylko być szczęśliwą. Bo po co nam takie życie, żeby spędzić je w jednym kraju, przed jednym biurkiem robiąc ciągle to samo? Z taką wizją przyszłości odechciewa mi się żyć. Ale ideały zaczerpnięte z życia innych (nieważne czy prawdziwe, czy fikcyjne) powodują, że mam szansę zmienić to życie i się nim cieszyć. Taką miłą anegdotą (co to jest anegdota?) kończę dzisiejszy post. Do kolejnego, który mam nadzieję, przyjdzie jak najszybciej.


Y.O.L.O.u.y.h.h. 
you only live once, unless you have horcruxes

4 komentarze:

  1. MYŚLAŁAM, ŻE NIE ŻYJESZ ALBO COŚ!
    Ale cieszę się, że dałaś jakieś znaki życia i jak zawsze twój wierny czytelnik czeka na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, spokojnie, jeszcze nie mam zamiaru wybierać się na tamten świat, nawet tak nie myśl! Po prostu miałam ciche dni (dobra... miesiące), kiedy nie miałam potrzeby pisać. Przepraszam ;-;

      Usuń
    2. Nie, no luzik, po prostu przeraża mnie fakt (u ciebie i tak było 'łagodnie"), że jakaś dziewczyna nie weszła na swojego bloga przez 2 lata czy coś... Wtedy to jest straszne...
      Dzięki za info :)

      Usuń