sobota, 21 września 2013

Chwila na pisanie

Nareszcie weekend. Nie mogłam już wytrzymać w szkole, otaczana wciąż nowymi wykładami, kartkówkami, pracami domowymi... Nauczyciele przesadzili. Na kolejny tydzień również zapowiedzieli nam masę kartkówek. Najgorsze są języki - we wtorek angielskie, w środę niemiecki. Nie znoszę uczyć się słówek. Ja nie potrafię kuć, ja muszę coś zrozumieć. Często, jak mam świetną nauczycielkę, nie muszę nic powtarzać w domu np. do pytania. Po prostu ona wytłumaczyła to tak, że ja zrozumiałam. A słówka... ślęczysz godzinami przy dziwnych wyrazach, których musisz się nauczyć; ich nie da się zrozumieć. Wymyślają różne typy szybkiego uczenia się nowych nazw, ale nie wszystkie są skuteczne. Kiedyś pani przyszła na naszą lekcję w gimnazjum i zapoznała nas z jedną metodą. Mówiła biegle po hiszpańsku, a my nie uczyliśmy się w ogóle tego języka. Zaczęła powtarzać nam kilka słów, które mieliśmy zapamiętać. Przeciętny człowiek skupi się na np. trzech słowach (z dziesięciu) i zapamięta tylko te. Jej metodą było wyobrażanie sobie jakiejś sytuacji związanej ze znaczeniem polskim i, w tym wypadku, hiszpańskim. Brzmi fajnie i da się zapamiętać. Od kilku lat ta metoda pozwala mi na nauczenie się większej ilości słów. Na przykład do dzisiaj pamiętam jedno (tylko jedno :p) słówko z hiszpańskiego: pan - chleb. Za każdym razem widzę bochenek chleba ubrany w garnitur i melonik. Haha, po prostu genialne!
Wszystko kończy się, kiedy obce słowo kompletnie z niczym Ci się nie kojarzy. Nadal z większością mam problem i zawsze zapominam co znaczy annoyed lub distracted, i tym podobne słówka.. Na kartkówce podadzą mi np. roztargniony... Annoyed czy distracted? A może coś zupełnie innego?
Za to niemiecki... to jest bajka. Rodzajniki, TEN spódnica... Albo cudowna nazwa naszego pięknego motylka - Schmetterling. Brzmi jak jakiś obóz pracy czy coś. Niemiecki jest po prostu dziwny.

Kończę mój mały wykład. Na razie jest weekend i chociaż przez pół soboty nie chcę myśleć o szkole. Zacznę sobie powtarzać wieczorem, nie będzie tak źle...
Jeszcze tydzień (troszkę więcej) września, potem październik (mam wycieczkę na 3 dni), listopad (Wszystkich Świętych i 11 Listopada), grudzień i ŚWIĘTA. Wytrzymam. W trakcie tego 2 premiery: "W pierścieniu ognia" i "Hobbit: Pustkowie Smauga".



2 komentarze:

  1. Hey ;) Obserwuję bloga bo jakoś naprawdę mnie zaciekawił :)



    http://barwyy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka! :) Fajny blog, obserwuje twoje 2 blogi. ;P Też nie lubię niemieckiego, nie mogę go zrozumieć!Fajnie masz, wycieczka! Ja jestem już w 3 gim. i po Wielkanocy testy, już teraz nas straszą!
    Zapraszam do mnie, nowy post. :)
    http://alldaysaremagic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń