Nie ma dnia, w którym nie wytykałabym sobie, że jestem głupia. Najczęściej jest to tuż po jakichś kompromitujących sytuacjach, złych słowach, dziwnych zachowaniach. Ale takie rzeczy da się przewidzieć. Mogę je zmienić, wystarczy, że będę się kierować zasadą najpierw myśl, potem mów. Tyle w teorii. W praktyce jednak dominuje moja pierwsza reakcja, która nie zawsze (a raczej bardzo często) okazuje się niewłaściwa. Jednakże wracając do panowania nad tymi słowami i czynami - owszem, w pewnym stopniu jestem w stanie je zmienić, żeby uniknąć upokorzenia lub dziwnych spojrzeń.
Najgorszą jednak rzeczą w mojej głupocie jest wyklęty przeze mnie mój mózg. Jego pewna część, która rządzi się własnymi prawami dominuje nad rozsądkiem i prowadzi mnie ku kompromitacji. Nie tylko kompromitacji wśród ludzi, również do takiej samotnej. Czuję się upokorzona sama przed sobą, osądzam się za bezsilność w starciu z tym głosem w głowie, który właściwie panuje nad całym moim ciałem. A co mnie tak najbardziej irytuje w tym wszystkim?
Głupia zakochana ja - najprostsze określenie mojej osoby. Myślałam, że jestem silna i panuję nad swoimi myślami, że panuję nad otaczającym mnie światem. Jednak mój rozsądek, kiedy tego nie dopilnuję, ustępuje miejsce tej złej stronie. Może nie złej, ale na pewno niekorzystnej. Zamiast skupić się na ważnych rzeczach, ja odpływam myślami. Mam bardzo dużą tendencję do szybkiego zakochiwania się. To nic fajnego, przeciwnie, przekleństwo. Czasami jest tak, że nie potrafię o niczym innym myśleć. Oby dwie strony walczą ze sobą - jedna aż krzyczy "Spójrz na mnie!", za to druga stara się sprawiać wrażenie niezainteresowanej. Jak to się kończy? Nijak. Odpływam w swój własny świat, rozdarta na dwa fronty. Z jednej strony pragnę, żeby zwrócił na mnie uwagę, z drugiej chcę uciekać, bo wiem, że mimo wszystko nic z tego nie będzie, nie chcę zaprzątać sobie myśli niepotrzebnymi sprawami. Hamują mnie moja nieśmiałość (z którą jest różnie - nie chodzi o to, że boję się rozmawiać z chłopakami, przeciwnie, lepiej dogaduję się z nimi niż z niektórymi dziewczynami. Mam na myśli raczej fakt, że nie potrafię zagadać pierwsza, zaprosić na Facebooku... nie potrafię być inicjatorem, to nie moja gra) oraz niska samoocena. To drugie nie daje mi żyć.
Nie lubię siebie. Dzisiaj i przez kilka poprzednich dni przechodzę ten sam kryzys, który bardzo często się powtarza. Wiem co pisałam wcześniej - każdy nie jest idealny, kochajmy siebie, blablabla... Teraz mnie to nie obchodzi. Czuję się brzydka i wstydzę się tego. Nie lubię chodzić do szkoły, nie lubię pokazywać się ludziom. Nie lubię, kiedy ktoś mi się podoba, bo wiem, że ja jemu na pewno nie. Dlatego tak bardzo jestem rozdarta w kwestii moich sympatii. Dlatego za wszelką cenę mój rozsądek unika tych naturalnych zachowań, które dałyby coś po mnie znać. Czasami robię sobie nadzieje, a może jednak nie jest tak źle, jednak potem wszystko wraca. I tak jest nadal.


Hah, jakbym słyszała siebie lub moją przyjaciółkę, którą muszę wciąż pocieszać. Też cały czas mam, że jak patrzę w lustro to moją pierwszą myślą jest: fu.
OdpowiedzUsuńAle wiesz co? Czasem umiem spojrzeć na siebie czymś w typie: o, nawet fajnie wyglądam. Ale tylko czasem :P
Chodzi mi o to, że nie możesz cały czas się krytykować. Masz masę zalet:poczucie humoru i naprawdę dobre oko do obserwacji. No i oczywiście talent do pisania. I dobry gust :)
A te rzeczy można stwierdzić tylko czytając twoje blogi, więc w realu masz pewnie jeszcze więcej zalet. Chodzi tylko o to, aby umieć je znaleźć :)
Kiedyś moja nauczycielka powiedziała mi:
"Moja przyjaciółka dała mi radę. Codziennie powtarzaj sobie przed lustrem: "ociekam zajebistością" kilka razy"
:)))
PS Mam pytanie do tej akcji karmimy psiaki i pusta miska-tam trzeba podać maila by nakarmić zwierzaki i ogólnie by je sponsorować przyjdą jakieś maile czy coś. Za to się płaci? Czy to jest strona w stylu:im więcej wejść, tym więcej karmy czy coś. Z góry dzięki ;)
Kurcze, nawet nie wiesz jak się człowiek cieszy, że kogoś obchodzą moje sprawy i że pozostawiasz taką fajną wypowiedź pod moim wpisem (przy okazji nie tylko tym ;). Co do tych akcji: karmimy psiaki to akcja jednorazowa (chyba że masz kilka maili), w której jakby się szybko rejestrujesz i wybierasz psa, którego chcesz wesprzeć. Dlatego jest to jednorazowe, gdyż możesz tylko raz skorzystać z jednego konta email. Za to pusta miska to akcja, w której codziennie wchodzisz i kilkasz. Jeśli Ci naprawdę zależy to proponuję ustawić sobie właśnie p-miskę na stronę startową, wtedy kiedy codziennie wchodzisz na komputer nie zapomnisz o kliknięciu (ja tak mam :). Jeszcze raz dzięki za wsparcie
UsuńZapomniałam dodać, że obie są bezpłatne, ale jest również możliwość wpłat na te akcje jakiejś kwoty.
UsuńNie jesteś sama. Ja mam właściwie podobny charakter, tak samo nie lubie chodzić do szkoły, a być może jeszcze gorzej, bo moja dawna i jedyna przyjaciółka z dzieciństa nie jest już moją przyjaciółką i właściwie się nie widujemy. Jestem sama, nie licząc rodziny, często wściekła na siebie za tę okropną nieśmiałość, która paraliżuje moje ciało i więzi myśli, nie pozwalając im wybiec na zewnątrz. Nie martw się, nie jesteś jedyną taką osobą na świecie :)
OdpowiedzUsuńJesteś trochę do mnie podobna...
OdpowiedzUsuńDoskonale znam to uczucie zakochania się w kimś u kogo nie ma się szans... W moim przypadku jest chyba jednak gorej, bo zauroczułam się w postaci filmowej... ;_; jeśli oglądałaś Hobbita lub Władcę Pierścieni, to pewnie znasz pewnego elfa- Legolasa ;_; No przeciez on nawet nie istnieje :/ Mój mózg jest na prawdę głupi! I to nie pierwszy raz, gdy podoba mi się jakiś aktor. Czasami było nawet gorzej. Dostawałam szału za każdym razem, gdy w radiu słyszałam piosenkę do "Kamieni na szaniec". Przypominała mi o Nich... A właściwie to o ich filmowych odpowiednikach (?)... Tego wszystkiego nie idzie od tak wybić sobie z głowy, ale to mnie od środka rujnuje.
Tak wiem jestem głupia, ale to wina mojego mózgu, on już jest tak zaprogramowany. Aż boję się, co będzie za parę lat... Ja nie mogę przez to oglądać filmów ( scena umierającego Snape'a w HP też mnie rozbroiła )... :'(