piątek, 3 stycznia 2014

Jestem Twoją siłą

Szukałam pomocy. Jako kolejny krok walki z moimi może nie tak wielkimi, ale jednak problemami, wybrałam książkę Demi Lovato. Nie jest to zwykła lektura, którą czytam przez kilka(naście) dni. Tę książkę postanowiłam czytać z dnia na dzień, tak jak jest napisana. Na każdą datę, przez 365 dni w roku, przeznaczone jest jedno zadanie. Tym razem dostałam następujący rozkaz:

Wstań i przemów w imieniu tych, którzy jeszcze tego nie potrafią. Daj im wsparcie i siłę.

I co mam zrobić? Nie jest to trudne zadanie, gdyż pierwsze co mi przyszło na myśl to blog. Tutaj bez żadnych skrupułów pisałam o moim życiu, więc i teraz bezwstydnie mogę podzielić się z Wami krótką mową.
Więc nie jesteście sami. Brzmi to strasznie banalnie. Oczywiście jakże inaczej mogłoby brzmieć. Aby wykonać to zadanie, które podała mi Lovato, w sumie mogłabym skończyć na tym pierwszym. Ale chcę wykończyć ten temat i napisać z serca, dla wszystkich którzy naprawdę czują, że są jedyni z problemami na tym świecie. Otóż się mylicie. Każdy ma jakieś problemy, niektórzy duże, inni małe. Większość sobie radzi, ale my, ci, którzy są wrażliwsi i bardzo uzależnieni od opinii otoczenia, mamy z tym duży problem. Jak ja sobie z tym radzę? Ze wszystkimi problemami? Chyba sobie nie radzę. Wcześniej pozostawiałam je samym sobie, czekałam aż przeminą lub się rozwiążą. Teraz chyba nadal tak jest, jednak zaczęłam bardziej dbać o to, abym to ja kierowała swoim życiem. Pomagam sobie rozkazami w głowie. To głupie? Jak na razie działa, bo sama siebie zmuszam do robienia czegoś odważnego, wychylam się z mojej małej posępnej postaci, prostuję plecy i idę naprzód.
Na razie moje słowa są pełne otuchy i zapewne czytając to, nie widzicie w nich posępnej dziewczyny, która czai się za ekranem. Tak, ostatnio czuję się lepiej, nie wiem do końca czemu. Długo nie miałam jakichś załamań, bardzo złego nastroju ani niechęci do życia. Staram się jak najdłużej utrzymać ten stan, gdyż jest mi po prostu na rękę. Już mówiąc całkowicie subiektywnie, może to sprawka Boga, który czuwa nad moim życiem? Bądź co bądź, ostatnimi czasy wzięłam się za sprawy związane z moją wiarą i czuję się naprawdę dobrze. Przy okazji informuję samą siebie, że nie jestem sama, nawet gdy dzieje się nie tak, jak bym chciała. Zaczynam dostrzegać pozytywy tego życia. "Bądź wdzięczna za wszystko, co masz." Staram się nie pogrążać małymi problemami, które naprawdę chowają się z niektórymi znanymi tragediami z życia innych osób. Wyjdź poza nasze otoczenie, poza nasz kraj. Ciesz się, że masz rodziców, dom, prawo do nauki, żywność, wszelkie dobra techniczne... Ciesz się z tego, gdyż w innych krajach nie jest tak dobrze. Ciesz się i jednocześnie szanuj to, co masz. I nie obwiniaj się z tego powodu. Celem tego jest zrozumienie, że mimo tych naszych problemów, zdarzają się większe. Mamy prawo do smutku z powodu szkoły (nie porównujmy problemów trzeciego świata do naszych!), ale po prostu uświadommy sobie, że tak naprawdę jesteśmy niezłymi szczęściarami.
Takim pozytywnym stwierdzeniem żegnam i pamiętajcie, że nie jesteście sami (nieważne jak bardzo banalnie to brzmi).


1 komentarz: